TRZYNASTA
Ks. Marcin Nieścigorski: Tak, na pewno będzie to moja 13 pielgrzymka piesza na Janą Górę. FB: Jak…
Ks. Marcin Nieścigorski: Tak, na pewno będzie to moja 13 pielgrzymka piesza na Janą Górę.
FB: Jak się zaczęło?
MN: Chodziłem chyba jeszcze do gimnazjum. W Kwidzynie. I tak się zaczęło. Była grupa znajomych, ks. Łukasz Ciepliński i od razu w to wszedłem. Od początku była odpowiedzialność za kwatermistrzostwo. Byłem też dyżurną „babką różańcową”. Prowadziłem różaniec i bardzo mi się to podobało.
FB: Pielgrzymka to duże wyzwanie?
MN: To kwestia zdrowia fizycznego i psychicznego. Organizacyjnie pielgrzymka jest dobrze przygotowana. Wysiłek jest tu duży i stoją za tym lata doświadczeń. A potem są: modlitwa, śpiew, poczucie wspólnoty i wzajemnego wsparcia. Pojawiają się wyzwania natury duchowej, poznawanie i pokonywanie własnych słabości. Wysiłkowi fizycznemu towarzyszy możliwość wejścia w głąb siebie.
FB: Wszystkie etapy były z buta? Jakieś podwózki?
MN: No były, raz nawet w karetce z profilaktycznie przyjętą kroplówką.
FB: A bąble i obtarcia?
MN: Nie, w ogóle! Może dlatego zostałem księdzem. Jest takie pielgrzymkowe przekonanie, że jeżeli podczas pielgrzymki nie ma się pęcherzy i odcisków – to zostanie się księdzem lub zakonnicą.
FB: Jaka jest pielgrzymka dziś?
MN: Łatwiejsza i trudniejsza zarazem. Mamy ją dobrze przygotowaną, „ogarniętą” organizacyjnie. Są pielgrzymi, na których zawsze można liczyć. Ale nie oszukujmy się są inne, łatwiejsze i być może atrakcyjniejsze formy spędzania wakacji.
FB: Czy zawsze lepsze?
MN: Nie mi oceniać. Droga do Częstochowy daje poczucie młodości i świeżości Kościoła. Jego dynamizmu. Pozwala odkrywać siebie na nowo, zmierzyć się ze sobą, ze swoimi słabościami, hartować ducha, stawiać ambitne cele.
FB: Wśród intencji pielgrzymowania, będzie Ksiądz o nas pamiętał?
MN: Co za pytanie? Zdecydowanie tak!
